Home RegionDolny ŚląskWrocław Kocia Kawiarnia Koton naszym okiem

Kocia Kawiarnia Koton naszym okiem

by Podroże z Mamą i Tatą

Do kociej kawiarni bardzo chcieliśmy się wybrać odkąd odkryliśmy tę koncepcję podczas zeszłorocznej wyprawy do Niemiec. Niestety wiele kocich kawiarni nie wpuszcza dzieci. Dlatego z wielką radością przyjęłyśmy informację od właściciela Kotonu, że dzieci są tutaj mile widziane i nie ma żadnych przeszkód abyśmy przyszły. Na dodatek chętnie nas ugościł i opowiedział o tym skąd pojawił się pomysł na kocią kawiarnię na mapie Wrocławia.

IMG_3197Koton od wejścia robi świetne wrażenie. Nic dziwnego – w końcu gospodarzami są tutaj koty, a dokładnie cztery kocury Kazio, Dyzio, Henryk i Franciszek. To kocie stado jest już tutaj na stałe, ale na ścianie wiszą zdjęcia kotów, które można zaadoptować z fundacji Kotłownia.

Na ścianach wiszą półeczki i specjalne przejścia, po których koty, jako zwierzęta lubiące się wspinać, chętnie skaczą. Są też kanapy, pufy, stoliki oraz jedna huśtawka dla wszystkich chętnych na pomizianie kota. Jak to w kawiarni dostaniecie tutaj kawę, lemoniadę, soki oraz pyszne ciasta.

Obsługa w kawiarni jest bardzo sympatyczna. Chętnie udzieli Wam wszelkich informacji o kotach. Można wdać się z nimi w długie rozmowy o zwierzakach i wyjść z kawiarni z uśmiechem na twarzy.

kocia kawiarnia Koton; kocia kawiarnia WrocławNie jest jednak tak, że po wejściu rzucamy się do głaskania gospodarzy. Na początek zostaliśmy poproszone o nałożenie na ręce antybakteryjnego płynu. Pani Natalia opowiedziała nam o kotach, a one powoli się do nas przyzwyczajały. Z resztą Henryk spokojnie spał w skrzynce na parapecie, a Kazio schował się przed tłumem fanów do specjalnego pokoju dla kotów, do którego goście nie mają wstępu. Kiedy już koty nabrały ochoty na zabawę radośnie biegały za wędkami i dawały się głaskać. Gdyby tylko się znudziły mogły spokojnie wdrapać się po wielkim drapaku, wskoczyć na półeczki i znaleźć tam ciszę i spokój – choćby po to aby się spokojnie umyć.

Marysia się bardzo pracowicie przygotowała do swojego pierwszego wywiadu i dała radę, dlatego oddaję głos jej oraz właścicielowi kawiarni Koton Maćkowi oraz Natalii z fundacji Kotłownia.

kocia kawiarnia wrocław; wrocław atrakcje dla dzieci

Kotery czekają na gości. Ciekawe kto dziś do nich przyjdzie?

Koton Cafe&Cats znajdziecie na ulicy Kuźniczej 57/58 we Wrocławiu.


Cześć Ludziki, z tej strony Marysia!

Niedawno byliśmy z mamą w Kotonie – kociej kawiarni we Wrocławiu. Muszę przyznać, że bardzo mi się tam podobało i jedzonko było przepyszne. To było kilka słów przywitania, a teraz przechodzimy do wywiadu.

Wywiad  z  Kotonem:

M: Skąd wziął się pomysł na kocią kawiarnię?

Wiśnia: O! To dobre pytanie.  Niestety trudno jest określić początek, ale chyba pierwszy pomysł na kocią kawiarnie wpadł mi, gdy czytałem kilka lat temu gazetę, w której napisali o kociej kawiarni w Gdyni. Potem ten pomysł wracał i odchodził, aż w końcu został zrealizowany.

Wywodzimy się ze Stowarzyszenia Tratwa, nadal w nim działamy. Natalia prowadzi fundację Kotłownia. Zaczęliśmy współpracować rok temu, aby doprowadzić projekt kociej kawiarni do końca.

Kocia kawiarnia ma być miejscem, gdzie klienci spędzają przyjemny czas wśród kotów, jest też miejscem promocji adopcji kotów. Przy czym nasze koty nie są do adopcji, ale mamy tutaj tablicę ze zdjęciami kotów, które są aktualnie do zaadoptowania. Jest to również miejsce pracy dla kilku osób.

kocia kawiarnia Wrocław; koton kocia kawiarniaM: Jak wyglądały pierwsze dnie kotów w kawiarni?

Natalia: Koty do kawiarni zostały wybrane spośród kotów fundacji Kotłownia. Są to koty, o których wiemy, że są społeczne i dobrze się czują wśród ludzi.

 Wprowadzenie kotów do nowego środowiska jest ciężkie. Koty się boją, ponieważ nie są na swoim terenie. Dopiero po około dwóch tygodniach całkiem się zadomowiły. Najpierw zaczęły się przyzwyczajać do Maćka potem do jego brata i obsługi.

M: Jak długo przed otworzeniem kawiarni zajmowaliście się Henrykiem, Franciszkiem, Dyziem i Kaziem?

Natalia: Koty są z mojej Fundacji Kotłownia, więc znam je bardzo dobrze. Mamy tutaj dwa rodzeństwa – Franciszka i Henryka znam od ich urodzenia, mają dwa lata skończone już. Bracia byli znalezieni na kompostowniku we Wrocławiu. Kazia i Dyzia znam od tej jesieni, gdy dostałam je od innej fundacji, która nie miała już miejsca.

IMG_3260(1)M: Wiele kocich kawiarni nie wpuszcza dzieci. Dlaczego Wy jesteście otwarci na rodziny z dziećmi?

Natalia: Od tego jest obsługa, która zwróci uwagę rodzicom, jeżeli dzieci się źle zachowują. Naszym celem jest edukacja rodziców i dzieci. Skąd mają wiedzieć jak postępować z kotami, jeżeli nigdy nie miały z nimi do czynienia?

Już od wejścia ktoś z obsługi nie tylko wita się z klientami, ale też tłumaczy, jakie obowiązują zasady.

Mamy pomysł na projekt edukacyjny dla dzieci i młodzieży szkolnej, z którym chcemy ruszyć od września, będzie on dotyczył postępowania z kotami. Chcemy małe grupki zapraszać do kawiarni i edukować.

M: A tak wracając do kotów… nie uciekają wam?

Natalia: Nie ciągnie ich do wyjścia, ale zawsze mamy na obsłudze kogoś, kto na nie patrzy. Zanim otworzymy drzwi na oścież, zakładamy specjalną siatkę, gdyż lubią wyglądać przez okna i obserwować, co się dzieje na zewnątrz. To są koty domowe od urodzenia przyzwyczajone do mieszkania w pomieszczeniu.

M: Z jakiego powodu wybraliście akurat tę lokalizację?

Wiśnia: Chciałem lokal blisko rynku, z dużym oknem (oczywiście dla kotów) oraz dużym zapleczem (też dla kotów). Szukałem miejsca ponad pół roku. Już wiadomo było, jakie koty u nas zamieszkają, a dobrego miejsca nie było. Kiedy wreszcie znalazłem ogłoszenie o lokalu po księgarni Columbus bardzo się ucieszyłem. Było tutaj sporo malowania, do tego sami instalowaliśmy wszystkie półki i drapaki dla kotów. Z tyłu koty maja swoje pomieszczenie mogą się tam schować jak mają dość ludzi. Nie ogłaszaliśmy, że już jesteśmy otwarci przez pierwszy tydzień. Jak ktoś nas sam znalazł, to oczywiście był zapraszany, ale zależało nam na tym aby koty stopniowo przyzwyczajały się do obecności nowych osób.

IMG_3228M: Czy mają państwo także swoje koty?

Natalia: Ja mam cztery własne koty, a poza tym w domu mam jeszcze wszystkie koty z fundacji, które są do adopcji. Jest ich w sumie siedemnaście. Moje koty to Marian, Lulu, Duduś i Krystyna. Marian i Lulu są panami u mnie w domu. Marian rządzi i wszystkich ustawia. Nie w sposób agresywny, ale promieniuje władczością.

Wiśnia: Ja mam w sumie jednego – Antrykota, który jest absolutnie niezwykły i rozbudził moją miłość do tych stworzeń.

M: Czy, któryś z kotów ma bardziej wyróżniające się cechy, jakiś charakterek?

Razem: W sumie wszystkie mają. Dyzio jest najbardziej zaczepny, lubi się bawić. Kazio jest taką gwiazdą, indywidualistą. Henryk znowuż jest przywódczy, a Franciszek lubi być głaskany. Dyzio uwielbia polować na muchy i wszystko co lata, zaś Henryk obserwuje gołębie kąpiące się w kałuży.

M: Czy Wasi klienci maja jakieś nietypowe oczekiwania?

N: Chyba najczęstszym jest pytanie, czy można przyprowadzić własnego kota, gdyż jest to kocia kawiarnia. Jest to pytanie o tyle nietypowe, że tak jak już mówiłam koty boją się nowych miejsc, a transport kojarzą raczej z wizytą u weterynarza. Dlatego nie do końca rozumiem skąd pojawiają się takie pomysły. Raz nawet Pani była oburzona, że nie może przyprowadzić swojego kota.

M: Bardzo dziękuję za wywiad i za gościnę w tym świetnym miejscu!

Reklamy
0 comment
0

You may also like

Chętnie się dowiem co sądzisz o tym wpisie. Dodaj swój komentarz!

Ta strona używa ciasteczek w celach statystycznych. Jako blog podróżniczy Podróże z Mamą i Tatą dbamy o ochronę danych naszych czytelników. Wasze dane nigdy nie będą narażone na umyślne niebezpieczeństwo. Nie są one sprzedawane ani przekazywane podmiotom trzecim. Polityka prywatności obowiązuje wszystkie osoby odwiedzające nasz serwis. Szczegóły poznasz w naszej polityce prywatności. Jeżeli nie wyrażasz zgody możesz zrezygnować. Zgadzam się Dowiedz się więcej

Polityka prywatności i ciasteczek
%d bloggers like this: