Jaskinia Radochowska – jak zostać grotołazem

Macie ochotę zostać grotołazami? W Jaskini Radochowskiej czeka Was prawdziwa jaskiniowa przygoda. Trzeba się będzie wciskać i przeciskać, nie ma przebacz!

No comments

Nie tak dawno wybraliśmy się do największej w Sudetach Jaskini Niedźwiedziej. Odkryta przez przypadek w latach 70tych jaskinia słynna jest ze wspaniałej szaty naciekowej. Aby udostępnić ją turystom zrobiono podświetlenie, betonowe ścieżki i barierki. Absolutnie nic nie wolno dotykać! Zwiedzanie należy rezerwować, bo wersja spontaniczna może skończyć się tym, że od kasy odejdziecie z niczym. Grupy zwiedzających są duże, jak człowiek idzie na końcu to może nie usłyszeć przewodnika. Z jaskini wychodzi się pod wrażeniem (więcej przeczytacie tutaj>>>) i poczuciem niedosytu. Dlatego z dużym zaciekawieniem zareagowaliśmy na zaproszenie do Jaskini Radochowskiej, która znajduje się niedaleko Lądka Zdrój.

IMGP2061

O jaskini garść informacji

Jaskinia Radochowska jest jedną z największych w Sudetach (walczy o centymetry z niedostępną dla turystów Jaskinią Kryształową). Znajduje się we wnętrzu Góry Bzowej i znana turystom była już w XVIII wieku. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tych pan i panów w eleganckich strojach w cylindrach z laseczkami przeciskających się przez jaskinię. Nie mieli jednak wtedy dostępu do tak dużej ilości korytarzy, gdyż dopiero w latach 30tych XX wieku emerytowany górnik Heinrich Peregrin wysprzątał jaskinię, wykuł stopnie, a nawet zrobił nowe wejście. Podczas tych prac znalazł liczne szczątki kostne, które wskazują na to, że wśród mieszkańców był niedźwiedź jaskiniowy, lew jaskiniowy, hiena jaskiniowa, nosorożec włochaty i dziki koń. Do najciekawszych znalezisk należą czaszki niedźwiedzia jaskiniowego złożone w kamiennym grobie i przykryte kamienną płytą. Naukowcy wysnuli wniosek, że ludzie pierwotni wyznawali tutaj „kult niedźwiedzia”. Ludzie z okresu paleolitu zostawili po sobie również resztki palenisk i narzędzia, co świadczy o tym, że wędrowali przez te regiony i polowali. Tak szczerze mówiąc nie dziwię im się, że korzystali z jaskini jako siedziby, gdyż jest w jakiś dziwny sposób przytulna.

Po licznych perypetiach i okresie zaniedbania jaskinia została wysprzątana z ton śmieci (kto do jaskini wyrzuca śmieci?!) i znów jest udostępniona turystom.

Zwiedzanie Jaskini

Trafić do jaskini nie jest trudno, od głównej drogi do Lądka kierują nas wskazówki prosto na niewielki parking pod lasem. Stąd już tylko 1300 metrów spacerem po leśnej drodze dzieli nas do wejścia. Na dużej leśnej polanie znajdujemy baraczek z małym bufetem i pamiątkami. Wita nas pani Natalia, która jest opiekunem jaskini i przewodnikiem, oraz jej córka Ola. Dostajemy specjalne siateczki na włosy ( które doceniamy, w końcu kaski wiele osób nosiło przed nami) oraz kaski z czołówkami. Po zebraniu się niewielkiej 6 osobowej grupy ruszamy do wejścia.

„Jaskini nie widać, gdyż jest pod ziemią”, taki napis przywitał nas na jednej ze wskazówek w okolicy jaskini i jest to całkowita racja. Do jaskini schodzimy w dół i już po chwili możemy testować nasze umiejętności przeciskania się. Mój kask podczas 40 minutowego zwiedzania wielokrotnie ochronił moją głowę przed przywaleniem w skałę. Niejednokrotnie też czołgaliśmy się i wykorzystywaliśmy wszystkie cztery kończyny oraz zjazd na pupie, aby pokonać trasę. Tylko Marysia, (która ma 150 cm wzrostu) z całej grupy, zdecydowała się na przejście trudniejsze, gdzie na starcie musiała wspiąć się na skalną półkę, zaprzeć nogami i przesuwać bokiem, aby po dojściu do większego otworu pokonać resztę w kucki. Na szczęście było też przejście prostsze dla wielkich i nie tak gibkich jak nasza córka! Czyli dla nas. Co prawda zdjęcia nam nie wyszły, ale uśmiech na twarzy dziecka potwierdza, że nawet współczesne jednostki, które spędzają godziny przed ekranem w wirtualnych światach, są wstanie się tutaj dobrze bawić.

Podczas zwiedzania wchodzi się do kilku większych sal w tym charakterystycznej Sali Gotyckiej, która najprawdopodobniej powstała na styku dwóch zupełnie innych typów skał.  W jej wnętrzu znajdujemy niezwykle czyste jeziorko krasowe, w którym pływają malutkie, ślepe stawonogi.

IMGP2056W jaskini nie ma wielu przykładów ciekawej szaty naciekowej, ale można zauważyć stalaktyty i stalagmity o ciekawych kształtach oraz polewę naciekową (niestety nie czekoladową).

Po jaskini oprowadzała nas wspomniana pani Natalia, która jest świetnym przewodnikiem i prawdziwym pasjonatem. Z radością spotyka się takich ludzi.

O jaskini powstała książka dla dzieci „Ignacy i mela na tropie złodzieja. Zagadka Jaskini”, która jest dostępna na miejscu. No ciekawe, co ukradli w tej jaskini. Nietoperza?

logo_home-1024x523.png
Wpis powstał we współpracy z Jaskinią Radochowską. Dziękujemy za zaproszenie!

Kilka informacji praktycznych:

  • jaskinia jest czynna od 10 do 18 (ostatnie wejście o 17:20) od maja do września.
  • zwiedzanie trwa 40 minut
  • zwiedza się tylko z przewodnikiem
  • dużą zaletą zwiedzania są kameralne grupy
  • w cenie biletu są kaski i czołówki
  • ubierzcie się ciepło (polar i długie spodnie wystarczą) w jaskini jest stała temperatura 9 stopni C.
  • przydadzą się wygodne buty, które zasłonią palce (podobno najlepsze są kalosze). Litości, nie przychodźcie w klapkach!
  • płacimy tylko gotówką
  • parking jest darmowy
  • przygotujcie się, że się ubrudzicie
  • dla dzieci od lat 3
  • nie dla osób bardzo tęgich, czy z klaustrofobią.
  • zima jaskinia jest zamknięta, gdyż hibernują tu nietoperze.

Kontakt dla grup zorganizowanych:

tel: 604 337 846
e-mail:kontakt@jaskiniaradochowska.pl
www:jaskiniaradochowska.pl

Natalia Wellmann-Piotrowicz
opiekun i przewodnik po Jaskini Radochowskiej

 

IMGP2068Co robimy w okolicy?

Jeżeli, tak jak my, przybyliście do jaskini rano, to już koło 11stej możecie ruszać na poznawanie regionu. Do zwiedzania jest wiele ciekawych miejsc. Pierwsze jest już za rogiem. Otóż, gdy z leśnej drogi prowadzącej do parkingu odbijecie niebieskim szlakiem na górę Cierniak, to dojdziecie do Kaplicy Wspomożenia Wiernych z kalwarią i pustelnią. Może nawet spotkacie pustelnika? Brat Elizeusz to obecnie jedyny pustelnik na Ziemi Kłodzkiej.

Widoki na Borówkowej Górze

My podjechaliśmy do przełęczy Lądeckiej (15 minut drogi samochodem), po czym szlakiem zielonym weszliśmy na Borówkową Górę, gdzie znajduje się wieża widokowa. Szlak rozpoczyna się płaską drogą przez łąkę, po czym pnie się przez około 1 godzinę pod górę, lasem. Podejście nie jest ostre, ale prawie cały czas pod górę. Co ma tę zaletę, że … później będzie w dół. Po drodze widzieliśmy wielu młodych zdobywców gór z rodzicami, więc dzieci w wieku przedszkolnym dają spokojnie radę.

IMG_2776IMG_2781IMG_2821Historia wież widokowych na Górze Borówkowej sięga połowy XIX wieku, z resztą nic dziwnego, roztaczają się stąd fantastyczne widoki, również na Karkonosze. Jedną z pierwszych otwierał książę Fryderyk Wilhelm Pruski. Dzisiejsza powstała w 2006 roku i ma 25 metrów wysokości. Wnętrze jest z metalowej, szerokiej kratownicy. Trochę wspinania na górę jest, więc wcześniej można zebrać siły na polanie, gdzie znajdziecie mały kiosk z jedzeniem (można płacić w koronach i złotówkach, ale tylko gotówką) oraz miejsce na ognisko.

IMG_2816Hulaj na hulajnodze

Z Przełęczy Lądeckiej postanowiliśmy zjechać na hulajnogach do Lądka Zdrój. Tak dokładnie to my pojechałyśmy, a Dominik zjechał samochodem. Przed wypożyczeniem hulajnogi podpisuje się umowę o zwrot sprzętu. Oczywiście śmierć i Kaletowa bierzecie na siebie. Warto poćwiczyć chwilę na parkingu i przetestować hamulce. Z przełęczy można zjechać również do Travnej lub 9 kilometrów do Javornika. Za dodatkowa opłatę właściciel hulajnóg przywiezie Was z powrotem na parking.

Moja największą obawa polegała na bezpieczeństwie, gdyż wszystkie drogi, które nadają się tutaj na hulajnogę są używane przez samochody. W sumie jest to taki sam zjazd, jakbyście zjechali rowerem. Z tą różnicą, że na hulajnodze nie ma siodełka. Po drodze minęło nas może 10 samochodów. Warto jechać w pewnej odległości od siebie, gdyż czasami trzeba się zatrzymać np. gdy muszka wpadnie do oka.

Do Lądka zjeżdża się z 15 minut. Aż do pijalni Wojciech jazda jest cały czas w dół. Potem już trzeba hulajnogę pchać. Koło Zakładu Przyrodoleczniczego Jerzy jest stromo w dół i po kostce. Hulajnogi zostawiłyśmy na parkingu strzeżonym koło Stawów Biskupich.

Generalnie pomysł fajny, ale następnym razem zdecydowałabym się na zjazd po asfalcie, który ma ograniczony ruch kołowy do samochodów z pozwoleniem. Podobno taki zjazd jest z Pradziada, który jest już na liście wycieczkowej.

Tym razem w Lądku Zdrój byliśmy tylko na chwilę, ale bardzo lubimy to uzdrowisko, a szczególnie siedzenie z kawą i lodami koło fontanny i odpoczynek! Polecamy Wam wodę ze Zdroju Wojciech. Można wejść z własną butelką i nalać bezpośrednio z kranu. Czas najwyższy napisać solidny wpis o Lądku! Na razie tylko zachęcimy Was zdjęciami.

IMG_1537IMG_1543IMG_1535

<iframe src=”https://www.google.com/maps/d/u/0/embed?mid=1g5HQi75qm0dFmyFrk7iecp60mqpdgbeZ” width=”640″ height=”480″></iframe>

 

Adela Jakielaszek – z wykształcenia psycholog i nauczyciel, z zamiłowania podróżnik. Autorka bloga i projektu Podróże z Mamą i Tatą. Godzinami szpera po książkach i internecie w poszukiwaniu wiedzy historycznej i geograficznej. Od dziecka kocha mapy i programy podróżnicze. Czyta nałogowo wszystko co wpadnie jej w rękę. Właścicielka dwóch kotów.