Po co komu krokomierz?

3 komentarze

Od jakiegoś czasu ciągle słyszę, że codziennie dla zdrowia, trzeba przejść co najmniej 10 tysięcy kroków. Skąd taka liczba? Nie mam pojęcia!  Skoro jednak krok przeciętnej osoby to około 50 centymetrów nie trudno obliczyć, że mówimy o 5 kilometrach. Hmm.. 5 kilometrów na piechotę codziennie? Brzmi nieźle.

Skąd jednak dowiedzieć się ile się chodzi dziennie? Muszę Wam przyznać, że…próbowałam liczyć. Nie, nie liczyłam przez cały dzień ilości kroków, mam lepsze rzeczy do robienia! Policzyłam tylko kroki pokonując codziennie dystanse takie jak z przystanku do pracy etc. Wyszedł mi tysiąc kroków – no niby nieźle, ale do 10 tysięcy to jeszcze trochę zostało.

Skusiliśmy się na zakup krokomierza. Jak różne technologiczne nowinki nas rzadko wciągają, to uznaliśmy, że ten jest na tyle ciekawy, że się szarpniemy na te 130zł. Po przeglądnięciu opinii (kto tego nie robi?) zdecydowaliśmy się na Mi Band produkowany w Chinach.

Zapakowany w malutkie pudełeczko pojawił się w naszym domu po kilku dniach. Pierwsze wrażenie robi dobre. Jest to mała czarna bransoletka z regulowanym paskiem. Pasuje do każdego sportowego czy nieformalnego stroju, ale chyba nikt nie chciałby liczyć kroków na eleganckim obiedzie. Spokojnie może go nosić mężczyzna. Da się go schować pod rękawem koszuli.

Krokomierz możemy sparować z naszym telefonem. Wystarczy ściągnąć apkę. Jest kompatybilny ze wszystkimi urządzeniami, które mają Bluetooth 4.0 i Androida 4.4 lub więcej.

Bez sparowania z telefonem krokomierz nadal działa. Nie da się tylko nastawić godziny i śledzić snu. Codziennie rano ilość kroków jest zerowana i można zaczynać wędrówkę od nowa.

IMG_20170827_113357Z ciekawością założyłam krokomierz na rękę rano i zaczynam codzienną rutynę. Ku mojemu zdziwieniu zaraz za drzwiami okazuje się, że mam już nabite 600 kroków. Tak chodząc po mieszkaniu? Zaczynam podejrzewać jakąś ściemę. Postanawiam sama policzyć kroki i porównać wynik. Naliczam 400 kroków krokomierz 350. Hmm… czyli jednak coś mierzy i nie zawyża wyników.

Pierwsze kliknięcie na przycisk wyświetla godzinę, drugie ilość kroków, kolejne ilość kilometrów, ilość spalonych kalorii i ostatnie puls. Co jakiś czas sprawdzam ile kroków już zrobiłam. Jest to ciekawe i mobilizujące do chodzenia zajęcie. Może dziś zamiast windy skorzystać ze schodów? Wysiąść przystanek wcześniej z autobusu? Kolejnego dnia mój mąż bierze krokomierz na cały dzień. Porównujemy wyniki. Nakręcamy się, kto więcej przeszedł. Ponieważ ja na co dzień chodzę w pracy więcej, to mąż zaczyna nosić krokomierz do pracy. Bardzo go to urządzenie mobilizuje. Nawet przypomina mu, że od dawna się nie ruszał i czas zrobić kilka kroków.

Nadal nie wiem jak to cudo działa. Dlaczego w tramwaju nie mierzy odległości pokonywanej przez pojazd? Skąd wie, że teraz nie chodzę skoro się przemieszczam? I jak on liczy te kroki? Nie wszytko w życiu trzeba rozumieć…

IMG_20170827_111512Jak doskonale wiedzą nasi czytelnicy lubimy podróżować. Nie ma miesiąca, w którym byśmy się gdzieś nie ruszyli poza miasto. Jak za długo siedzimy w domu, to nas zaczyna nosić. Czy krokomierz może się sprawdzić podczas wędrówki? Zdecydowanie tak! Oczywistą zaletą jest zmierzenie ilości kroków i kilometrów, które musieliśmy zrobić podczas wycieczki. Ciekawa jest też ilość spalonych kalorii, szczególnie gdy człowiek się zastanawia skąd te dodatkowe kilogramy się pojawiły.

Jest jeszcze jedna jego mocna strona – można go wykorzystać jako motywator dla dziecka.

My – dorośli – kochamy chodzić po górach i kiedy pada hasło  „jedziemy w góry” nie trzeba nam dwa razy powtarzać.  Niestety córka nie podziela tego entuzjazmu. „EEE góry, znów będzie się trzeba męczyć?” Czy uda się ją zaintrygować liczeniem kroków?

IMG_20170827_113110Zabraliśmy urządzenie na wypad do Broumova w Czechach na Borumovskie Steny. Córce od razu spodobało się noszenie i sprawdzanie ile kroków zrobiliśmy. Przeprowadziła też testy mierzenia pulsu. Biegała po schodach i sprawdzała, czy puls jej rośnie. Okazało się, że podczas wycieczki zrobiliśmy 35 tysięcy kroków. Całkiem nieźle.

Czy krokomierz zaraz się nam znudzi i będzie leżał osamotniony w pudełku, czy też zmotywuje nas do większej aktywności? Zobaczymy. Na razie zaczęliśmy go pożyczać rodzinie, aby też sprawdzili, czy chodzą chociaż te 10 tysięcy kroków.

Na koniec chcę jeszcze dodać, że pogrzebałam trochę w internecie w poszukiwaniu informacji skąd te 10 tysięcy kroków. Okazuje się, że to chwytliwa marketingowa nazwa, a badania pokazują, że należałoby chodzić co najmniej 12 tysięcy dziennie i nie chodzi o nieśpieszne wędrówki po domu, ale dynamiczny spacer najlepiej po parku.

To jest link afiliacyjny. Oznacza, to, że jeżeli dokonasz zakupów wykorzystując ten link to dostaniemy prowizję i możemy dofinansować rozwój naszego bloga! Yuppi!!! Zatem jeżeli zdecydujesz się na zakup poprzez naszą stronę, to bardzo Ci dziękujemy.

3 comments on “Po co komu krokomierz?”

  1. Mnie zaciekawił 😉 Sama chętnie bym sprawdziła ile przemierzam dziennie kroków. Wrażenie mam, że całkiem sporo szczególnie latem kiedy z dziewczynkami pieszo maszerujemy z przedszkola do domu. Po drodze oczywiście lody, plac zabaw i mała górka z której dziewczynki zbiegają na różne sposoby (ja czekam na dole a one porównują różne zejścia;)

  2. Mam i korzystam! W wakacje byliśmy 2 tyg.we Włoszech i codziennie chodziliśmy po ok.13 km co przez cały pobyt dało łącznie 100 km w nogach!Razem z dziećmi, a to już robi wrażenie 🙂

Dodaj komentarz