Kajakiem po Baryczy z dzieckiem

7 komentarzy

Nasza kolejna przygoda nad Doliną Baryczy to spływ kajakiem. Kiedy byliśmy ostatnio w Miliczu (Milicz – stolica Doliny Baryczy) widzieliśmy na parkingu przy przystani kajakowej grupę kajakarzy i pomyśleliśmy, że czemu nie spróbować. Tylko jak się za to zabrać? Czy nie będzie za ciężko, w końcu żadni z nas sportowcy? Czy dziecko się nie znudzi?

Z pomocą przyszedł nam Pan Emil z firmy EMIREJ – wypożyczalni kajaków z Milicza, który wszystko nam wytłumaczył. Ustaliliśmy z nim termin i godzinę startu oraz ilość potrzebnych kajaków. My postanowiliśmy, że potrzebujemy dwa kajaki. Na jednym mąż płynął z córką, na drugim ja. Zaprosiliśmy też znajomych z dwójką dzieci (7 i 4 lata). Każde z nich płynęło z jednym dzieckiem. Przy małym dziecku istnieje możliwość dodatkowego siedziska, dzięki czemu jest zaraz przy dorosłym, między jego nogami. Jednak przy większym dziecku rozwiązanie te się nie sprawdza – za mało miejsca dla wszystkich.

Co zabieramy na kajak?

  • wygodny strój i łatwo schnące obuwie (może być to specjalne obuwie do sportów wodnych),
  • spray na komary i wodoodporny balsam do opalania,
  • czapkę przeciw słońcu,
  • picie,
  • jedzenie na piknik
  • foliową torbę (np. taką na śmieci) w która pakujemy nasz plecak, aby nie przemókł

O umówionej godzinie stawiamy się na przystani kajakowej w Miliczu (jest tutaj bezpłatny parking)  i….jesteśmy zaskoczeni ilością ludzi. O pełnej godzinie startuje kilka dużych grup. W sumie kilkadziesiąt kajaków. My jednak z Panem Emilem umówiliśmy się na 11:30, kiedy tłum się już przerzedził. Po założeniu kapoków (są również rozmiary dla młodszych dzieci) i podpisaniu umowy wsiadamy na kajaki. Pogoda trafiła nam się świetna, nie jest za gorąco, miły wiaterek nas wychładza i zniknęły komary. Rewelacja!!!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Pierwsze wrażenie po opanowaniu techniki, która pozwala nam ograniczyć ilość wpłynięć w szuwary :-), to zupełnie nowa perspektywa na rzekę. Otaczają nas piękne na żółto kwitnące grążele oraz niebieskie ważki. Słychać śpiew ptaków i szum leniwie płynącej Baryczy. Rzeka na odcinku Milicz – Sułów jest powolna i dość wąska. Wody jest dość, aby płynąć, ale nie jest tutaj głęboko i zdarzają się mielizny i łachy. Dopiero przy jazie Sułów rzeka w wyraźny sposób robi się szersza.

Pierwszym ciekawym przystankiem jest Ostoja Koników Polskich. Mijamy je i wprost nie możemy im się oprzeć. Koniecznie trzeba je zobaczyć i dotknąć. Pomimo faktu, iż konik polski jest rasą prymitywną, blisko spokrewnioną z dzikim koniem – tarpanem, są to zwierzęta niezwykle łagodne w kontakcie z ludźmi. Nie uciekają przed nami, tylko dają się głaskać. Ciekawostką jest, że tarpany do XVII wieku zamieszkiwały lesiste obszary wschodniej Polski. Są to konie, których nie trzeba podkuwać. Niezwykle wytrzymałe i odporne na trudne warunki, zdrowe, pojętne i łagodne – to wprost definicja konia idealnego.

IMG_1099

Zaraz obok jest przytań kajakowa Ostoja Konika Polskiego. Tutaj znajduje się stół z ławkami. Kilkaset metrów od przystani jest Ostoja Milicz, gdzie znajdziecie w sezonie bar ze smażoną rybą, napojami oraz WC (przydatne podczas kilkugodzinnej podróży).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Po drodze napotykamy się na przeszkody – pale, drzewo, pod którym trzeba przepłynąć i liczne meandry. Generalnie, co chwilę musimy brać kolejny zakręt, co niewątpliwie powoduje, że spływ jest ciekawy.

IMG_0751.JPG

Ku naszemu zaskoczeniu dzieci poradziły sobie świetnie. Wszystkie były zainteresowane otaczającą je przyrodą – oczywiście największą furorę zrobiły koniki. Były też dyskusje o tym, co czai się w szuwarach oraz kto wykopał dziury w brzegach. Podczas postojów poza jedzeniem zajmowały się poszukiwaniem żab i jaszczurek. Na jednej z przystani wędkarz zaczął łowić dzieciom małe rybki, które mogły wziąć w ręce i wrzucić z powrotem do wody!

Nie będę Was oszukiwać – ostatnie kilometry płynęłam ledwo zipiąc i mając nadzieję, że za kolejnym zakrętem zobaczę jaz Sułów. Kiedy już wypatrzyłam upragnioną przystań ostatkiem sił rzuciłam się ku naszemu celowi, po czym zaległam na trawie, aby wypocząć. No cóż, na co dzień dużo chodzę, ale machanie rękoma przez kilka godzin jest dla mnie nowym doświadczeniem. Muszę, się jednak pochwalić, że kolejnego dnia nic mnie nie bolało!

Spływ zabrał nam 4 godziny z przerwami na pikniki i miał dystans 10 kilometrów. Oczywiście podczas spływu można do woli się zatrzymywać i unosić się powoli z prądem, chociaż trzeba pamiętać, że powoli nas znosi, a z większych szuwarów jest trudniej wypłynąć. Są też dwie przystanie z infrastrukturą: Ostoja Konika Polskiego oraz Grodzisko Kaszowo, gdzie można zrobić ognisko.

Pewną niedogodnością był fakt, że mieliśmy mokre ubranie, co wynikało z faktu naszej słabej techniki wiosłowania – wlewaliśmy sobie wodę do kajaka za wysoko podnosząc wiosła. Oczywiście pływając na kajaku zawsze istnieje ryzyko, że się skąpiemy lub utkniemy na jakimś konarze i trzeba będzie wysiąść, a co za tym idzie się zmoczyć. Dlatego warto mieć odpowiedni strój. W ciepłe dni wszystko na nas szybko wyschnie, gorzej wiosną lub jesienią.

Z perspektywy czasu stwierdzam, że mogłam się lepiej przygotować do spływu oglądając filmy instruktażowe o tym jak pływać na kajaku.

Na przystani w Sułowie czekał na nas już Pan Emil, który zabrał nasze kajaki oraz zawiózł naszych kierowców na parking w Miliczu. My czekaliśmy w pobliskim barze rybnym, gdzie raczyliśmy się smażoną rybką z frytkami. Cóż innego jeść w Dolinie Baryczy, jak nie rybę?

Jeżeli macie ochotę na kajakową przygodę na Baryczy, to polecamy fachową obsługę firmy Emirej!

Logo emirejj.png

7 comments on “Kajakiem po Baryczy z dzieckiem”

  1. Cięszę się, że trafiłam na twój blog. Jest super 🙂 A wpis zapisuję bo w tym roku chcemy się wybrać na kajaki 🙂 z 10 lat nie pływałam i nie wyobrażam sobie, aby czekać dłużej. Dzięki za liste bo nie pomyślałam, że potrzebne 🙂 Na spływ nie chce bo obawiam się, że jak na taką przerwę se nie poradzę. Więc 10 km za dużo dla mnie :)) A facet nei pływał nigdy kajakiem to odpada. Ale marzy mi się na taki spływ daleki płynąć z jakąś grupką 🙂

    1. Ja miałam jeszcze większą przerwę od ostatnich kajaków, bo jakieś 20lat! Muszę przyznać, że na pierwszy rzut spróbowałabym trasy ciut krótszej. Teraz szukam instrukcji jak prawidłowo pływać kajakiem. Chętnie bym spróbowała pływania po jeziorach.

  2. Kajaki świetna sprawa. Kilka razy już pływałam ale to było daaawno temu, jednak do dziś pamiętam jaka to frajda. Jak tylko starszej ściągną gips 🙁 to na pewno się wybierzemy.

Dodaj komentarz