Mój dziennik podróży

2 komentarze

Mój Dziennik Podróży to nowa propozycja dla wszystkich młodych odkrywców wydana przez wydawnictwo Bezdroża. Jest to książka w formacie zeszytowym i twardej oprawie do stworzenia przez właściciela. Można w nim pisać, bazgrać, rysować, wklejać zdjęcia, mapki, bilety i inne nazbierane papierowe skarby. Dzięki temu każdy dziennik podróży jest unikatowy. Oczywiście, aby móc wypełnić nasz dziennik potrzebujemy nożyczek, kleju i kolorowych długopisów lub kredek.

img_20170101_122331Koncepcja Dziennika przypomina trochę bardzo popularny wśród młodzieży „Zniszcz ten dziennik” z ta różnicą, że zadania, które wykonuje właściciel nie służą unicestwieniu książki, a stworzeniu pamiątki, do której z chęcią będziemy wracać po latach. Tak szczerze mówiąc to myślę, że wypełniony dziennik mógłby być ciekawym, nostalgicznym prezentem dla rodziców lub dziadków. Umiem sobie wyobrazić, że za kilkanaście lat z przyjemnością sięgam podczas przekopywania pamiątek rodzinnych po „Mój Dziennik Podróży” wypełniony przez moją córkę podczas jednej ze wspólnych wypraw. No chyba, że dziennik miałby być sekretny i wtedy trzeba uszanować prywatność latorośli.

Niewątpliwą zaletą dziennika jest zachęcenie dzieci do planowania podróży np. przez uzupełnienie listy „co zabierasz w podróż”. Warto, aby dzieci były coraz bardziej samodzielne również w pakowaniu się na wyprawę. Kolejną zaletą , szczególnie dla mnie mamy 9latki, jest zmotywowanie do samodzielnego pisania na przykład poprzez zadania typu „opisz najlepszą przygodę” i pobudzanie kreatywności zadaniami o tworzeniu własnego języka i szyfrów.

Dużym plusem jest ciekawa, nieprzegadana i stworzona dla tej publikacji (nieskopiowana z czegoś innego) szata graficzna. Uważam, że współczesny młody czytelnik zasługuje na dobrej jakości rysunki i takie właśnie w tej książce dostanie. Główni bohaterowie narysowani lekką, trochę zawadiacką kreską co kilka kartek puszczają do nas oko i zachęcają do pomyślenia lub stworzenia czegoś nowego.

Kodeks Małego Wędrowcy na ostatniej stronie jest lekturą obowiązkową dla rodziców. Szczerze mówiąc sama czasami o tym zapominam, że dzieci w czasie podróży nie lubią nudnych muzeów ani siedzieć cicho. W efekcie z wypełnionego przez moją córkę Mojego Dziennika Podróży dowiedziałam się, że najnudniejsza była wizyta na Wawelu (gdzie trzeba siedzieć cicho nic nie dotykać i nawet kapci do ślizgania już nie dają)… a ja tyle czasu spędziłam w kolejce po bilety!

Nie można zapomnieć o ładnych wycinankach, które po bardzo przystępnej cenie (1,40 zł) znajdziemy na stronie wydawnictwa. Wycinanki stylem pasują do dziennika. Wymagają jednak dostępu do kolorowej drukarki. Do wyboru mamy 20 różnych kierunków podróży, część w Polsce, cześć w Europie.

Wydawnictwo sugeruje grupę odbiorców jako 5-10lat. Chyba słusznie, aczkolwiek dla najmłodszych tylko rysowanie i wklejanie wchodzi w grę oraz pisanie przy pomocy rodziców. Im starsi tym więcej młodzi użytkownicy mogą zrobić samodzielnie i po swojemu. Moja córka jako 9latka idealnie się w grupę wiekową wpisuje i twierdzi, że daje dwa kciuki w górę Dziennikowi.

No to teraz trochę czepiactwa, co by nie było tylko słodko. Rozmiar książki jest w sam raz, ale ja bym wolała coś lżejszego (skoro dziecko ma dziennik nosić przy sobie) i na kółkach jak kołonotatnik. Dziennik nadaje się na dłuższą co najmniej kilkudniową wyprawę np. wakacyjną, ale nie na jedno czy dwudniową.  To jest jednak trochę ograniczenie i jakiś pomysł na nową pozycję „Dziennik Moich Podróży w roku 2017”.

Pozostaje mi tylko zachęcić Was do zaopatrzenia się w Mój Dziennik Podróży np na stronie wydawnictwa Bezdroża przed kolejną podróżą, szczególnie, że drogi nie jest (19zł), a może okazać się wartościowym elementem bagażu. Zachęcać do badania, odkrywania i dokumentowania odkryć przez małego podróżnika.

2 comments on “Mój dziennik podróży”

  1. W zeszłe wakacje nasza córka była z dziadkami nad morzem. Przez cały pobyt razem z babcią prowadziła „Wakacyjny codziennik Nikolki” w zwykłym zeszycie i z zapałem zbierała bilety, pieczątki. Myślę, że taki dziennik podróży uzupełniałaby z wielką radością i mielibyśmy cudowną pamiątkę. A gdzie byśmy wykorzystali? Prawdopodobnie w Tatrach, bo kochamy wędrówki, a do zeszłorocznego morza jakaś równowaga musi być 🙂

Dodaj komentarz