O wiatrołomach, gąsienicach i Mariańskich Skałach, czyli rodzinna wycieczka z Czarnej Góry na Halę pod Śnieżnikiem

6 komentarzy

– Ruszamy moi drodzy. Czy zapakowaliście swoje plecaki? Janek masz lornetkę i lupę? Marysia wzięłaś aparat? Zakładamy wycieczkowe buty! – wyliczała mama najpotrzebniejsze rzeczy.

– Wszystko już gotowe. Ja się zapakowałem wczoraj – powiedział dumnie Janek stojąc w pełnym rynsztunku przy drzwiach.

– Gdzie dziś jedziemy? – zapytała dziewczynka

– Opowiemy Wam w samochodzie – odpowiedział tato.

W aucie mama wyciągnęła przewodnik oraz pokazała dzieciom mapę, aby mogły zorientować się gdzie jadą.

– Dzisiaj jedziemy do miejscowości Sienna, która znajduje się u podnóża Czarnej Góry. Stamtąd wjedziemy na szczyt kolejką linową i pójdziemy szlakiem do Schroniska pod Śnieżnikiem. Śnieżnik ma 1425 metrów nad poziomem morza i jest najwyższą górą  na Ziemi Kłodzkiej.

– Czy będziemy na niego wchodzić? – zapytał Janek

– Myślę, że zobaczymy na miejscu kto będzie miał siłę. Ze schroniska jest to dość ostre podejście, ale wspaniałą nagrodą za wysiłek są fantastyczne widoki.

Gdy zaparkowali samochód pod wyciągiem, mama poszła kupić bilety, a dzieci wraz z tata przyglądały się  osobom wsiadającym na kolejkę.

– Ja się boję. To cały czas jeździ! – powiedziała Marysia i wtuliła się w tatę.

– Spokojnie moi drodzy. Nie jedziecie sami tylko z nami. Na kanapce zmieszczą się po dwie osoby. Ja pojadę z Marysią, a Janek z mamą. Kiedy zaświeci się zielone światło trzeba podejść na miejsce zaznaczone odciskami butów, o tam – tata wskazał palcem – i usiąść na kanapie. Potem zamkniemy barierkę, na której można oprzeć ręce. Zobaczycie będzie się wam podobało!

Cała rodzina przeszła przez bramkę i parami wsiedli na kolejkę. Marysi w podskoczeniu na dość wysoko zawieszoną kanapę pomagał Pan z obsługi. Po chwili już rozsiedli się wygodnie i jechali w górę. Dzieci zaczęły do siebie radośnie machać.

– Po co jest ta kolejka? – zapytała Marysia tatę

– A jak sądzisz? – zapytał w odpowiedzi tata.

– Po to, aby wjechać na górę? – zastanawiała się dziewczynka

– I na górę i na dół. Jest po prostu łatwiej i szybciej. Latem poza turystami wjeżdżają też rowerzyści, którzy potem zjeżdżają z góry wyznaczonymi trasami. Zimą ten wyciąg służy narciarzom. O zobacz – wskazał tata na szeroką trasę ograniczoną wysokimi świerkami – właśnie jedziemy nad nartostradą. Oczywiście zimą jest pokryta grubą warstwą śniegu i oświetlona.

Kiedy kolejka wyjechała wyżej, zaczęło mocno wiać.

– Załóż czapkę i naciągnij na uszy – powiedziała mama do Jasia.

– Dlaczego nagle zaczęło wiać? – zapytał chłopiec zdziwiony

– Jak sądzisz? Rozejrzyj się dookoła, co się zmieniło? – zachęcała do myślenia mama.

– Nie ma drzew? – zapytał chłopiec

– Wysokie świerki chroniły nas przed wiatrem, a tutaj już ich nie ma. Za to leżą pod nami połamane przez silny wiatr drzewa – to się nazywa wiatrołom. Jest też dużo małych drzewek, może za jakiś czas znowu będzie tutaj las. – zastanawiała się mama.

Kiedy zsiedli z kolejki, postanowili popodziwiać widoki ze specjalnie do tego celu przygotowanej platformy widokowej. Mama usiadła na krzesełku i zaczęła wyciągać z plecaka drugie śniadanie, które wszyscy zjedli ze smakiem.

– Czas na nas – tata wstał i zarzucił energiczne na plecy plecak – przed nami około 2 godziny marszu. Najpierw dość strome zejście w dół i po kamieniach, więc uważajcie jak stawiacie nogi i żadnego biegania!

Zaraz na szczycie minęła ich grupka zjeżdżających z góry rowerzystów. Na szczęście mieli ochraniacze i kaski, bo jechali z ogromną szybkością.

Od Żmijowej Polany rozpoczynała się szeroka droga w gęstym świerkowym lesie. Co jakiś czas pojawiały się przystanki z ławeczkami i tablicami informacyjnymi ścieżki edukacyjnej.

borecznik sosnowiec– Ojej zobaczcie, co to takiego – zawołał podniecony Janek wskazując na dużą gruba gąsienicę idącą środkiem drogi

– Z tego co widzę w książce, to jest to borecznik sosnowiec, zobaczcie sami – mama wyciągnęła atlas w kierunku dzieci. – bardzo podobny do tego na rysunku.

– I co o nim piszą?

– Borecznik je igły sosny. Na szczęście nie zjada pąków, więc drzewo może się odrodzić, ale osłabia je i wtedy łatwo zapadają na inne choroby. Jednym słowem jest to pasożyt.

– Co to jest pasożyt?

– Zwierzę lub roślina, które żyje kosztem innych i nic nie daje w zamian.

– Szkoda, taka ładna a taka niedobra. – powiedziała Marysia przyglądają się larwie przez lupę – Mogę dotknąć?

– Delikatnie i patyczkiem – powiedział tata wręczając córce małą gałązkę.

Marysia delikatnie dotknęła gąsienicy, a ta gwałtownie zaczęła się zwijać i uderzać ciałem na wszystkie boki, aż wystraszona dziewczynka odskoczyła.

– Broni się. Pewnie myśli, że chcesz ją zjeść.

Wszyscy roześmiali się i poszli dalej szlakiem wzdłuż krętego grzbietu Żmijowca.

– Ojeju ile tutaj jagód! – zachwycała się Marysia , pełną garścią pakując owoce do ust.

– Fachowo ta roślinka nazywa się  borówka czarna i często rośnie na wyżej w górach położonych polanach, takich jak ta. Do tego jest bardzo zdrowa. Zawiera mnóstwo cennych witamin C i B1, kwasy i garbniki. Jest wykorzystywana do leczenia – opowiadała mama, zajadając się borówkami.

– Smaczna i zdrowa, to lubię! – zawołał umorusany jagodami Janek.

Przy kolejnym miejscu odpoczynku z ławkami, odbili kawałek nieoznakowaną drogą wśród niskich świerków i po chwili marszu doszli do Mariańskich Skałek. Jest to skalny mur o długości 50 metrów i wysokości 18 metrów.

– Spójrzcie w tamtym kierunku. To Czarna Góra, na która wjechaliśmy wyciągiem – wskazała mama szczyt w oddali.

– To już taki kawał przeszliśmy? – zdziwił się Janek

Po powrocie na czerwony szlak szli drogą pomiędzy niskimi świerczkami, zasadzonymi tutaj przez leśników. Drzewa są ogradzane, gdyż jelenie i sarny bardzo lubią małe drzewka i mogłyby je zniszczyć.

P1110634Kolejny punkt widokowy był na skałkach, gdzie dzieci się szybko i z chęcią wspięły.

– Co tam widać? – pokazała Marysia w dół

– To dolina Kleśnicy. Jest tam wioska Kletno, znana z wydobycia rozlicznych minerałów i jaskini niedźwiedziej.

– Pojedziemy tam? – zapytały chórem zaintrygowane dzieci.

– Nie dzisiaj, ale na pewno się tam wybierzemy – odpowiedziała mama

Kiedy już napodziwiali się widoków na góry, nad którymi górował Śnieżnik, ruszyli w dół w kierunku przełęczy Śnieżnickiej. Stąd już tylko 15 minut pod górę po kamienistej drodze dzieliło ich od Hali pod Śnieżnikiem, gdzie od ponad stu lat jest schronisko turystyczne. Tam zjedli ciepły posiłek i oczywiście podbili swoje książeczki PTTK.

– No to jak, kto ma siłę na Śnieżnik? – zapytał tata.

– Ja! i Ja! – przekrzykiwały się dzieci

– A ja sobie poczekam na was na dole. Zróbcie ładne zdjęcia. – powiedziała mama.

Po około 30 minutach wspinania się dotarli na płaski jak stół szczyt Śnieżnika. Stamtąd rozpościerała się fantastyczna panorama na Góry Złote, Góry Bialskie i pasma górskie należące do Sudetów Środkowych. Znaleźli tez pozostałości wieży widokowej, która kiedyś stała na szczycie.

Powrót do górnej stacji wyciągu poszedł im niezwykle gładko, a w nagrodę za wspinaczkę, która czekała ich pod koniec trasy były widoki, które rozciągały się przed nimi podczas jazdy w dół kolejką.

– Jeju! Było super! Przyjedziemy tutaj jeszcze raz? – dopytywał mamę Janek, gdy jechali kolejką.

– Nie bałeś się?

– No na początku to trochę – przyznał chłopiec niechętnie – ale teraz to chce jeszcze raz!

———————————————————————————————————————————————————

Informacje praktyczne:

Trasa Czarna Góra – Hala pod Śnieżnikiem to przejście około 2 godziny w jednym kierunku. Suma przewyższeń to około 200m.

Na trasie są nieliczne miejsca odpoczynku z ławkami i tablicami edukacyjnymi

Wejście na szczyt Śnieżnika 30 minut w jednym kierunku.

na Hali pod Śnieżnikiem znajduje się schronisko, gdzie można kupić ciepły posiłek, napoje ciepłe i zimne oraz słodycze. Można tam również przenocować.

Kolejka na Czarną Górę – Cennik oraz inne informacje znajdziecie na stronie Czarna Góra.

6 comments on “O wiatrołomach, gąsienicach i Mariańskich Skałach, czyli rodzinna wycieczka z Czarnej Góry na Halę pod Śnieżnikiem”

  1. Z jak dużymi dziećmi jechaliście na wyciągu? Moja córka jest raczej jeszcze za mała, ale jestem ciekawa, jak długo przyjdzie nam czekać na taką wycieczkę.

    1. Nasza córka ma 6lat. Wraz z nami wjeżdżały dzieci w podobnym wieku, ale z przeciwka widzieliśmy tatę z może półtorarocznym maluchem, który siedział u taty na kolanach. Nie wiem jednak, czy sama bym się na coś takiego zdecydowała z tak małym dzieckiem. Chyba bałabym się, ze wykona jakiś niekontrolowany ruch i wyleci.

      1. Czyli nam jeszcze przyjdzie poczekać na taką wycieczkę. Też jeszcze obawiam się niekontrolowanych ruchów. Sama pierwszy raz jechałam wyciągiem jako siedmiolatek.

Dodaj komentarz