O tajemniczych fortach, podziemnych labiryntach i lwu o dwóch ogonach, czyli zwiedzamy Kłodzko

– Mam nadzieję, że lubicie podziemne labirynty – powiedział tajemniczo tata, kiedy wyruszyli w drogę.

– O wow! Ja uwielbiam. Czy będą tam potwory? – zapytał  zaintrygowany Jaś.

– O potworach nic mi nie wiadomo, chociaż nie da się ukryć, że w labiryntach tych działy się różne rzeczy. I dobre i złe. – odpowiedział tato.
– Ja się boję! Ja nie chcę potworów!- zawołała Marysia
– Spokojnie moi drodzy. – uciszyła wszystkich mama – Jedziemy dziś do Kłodzka, jest to największe miasto i stolica Ziemi Kłodzkiej. Leży w kotlinie, aby się tam dostać musimy przejechać góry. Jest to bardzo stare miasto, pierwsze wzmianki o grodzie w tym miejscu pochodzą sprzed tysiąca lat! Jak to ze starymi miastami bywa, łączy się z Kłodzkiem wiele legend i bardzo ciekawa historia.

– Super!  Lubię ciekawe historie. Czy opowiesz nam w drodze jakieś legendy?

– Jak pamiętacie pierwsze informacje o Kłodzku mamy sprzed tysiąca lat. Oczywiście jest całkiem prawdopodobne, że osada istniała tutaj wcześniej. Castellum Kłodzko było założone w bardzo dobrym miejscu. Na wzgórzu, z którego było dobrze widać okolicę, a jednocześnie łatwiej go bronić. Obok odnogi ważnej drogi handlowej zwanej szlakiem bursztynowym. Warto zatem było o taki gród walczyć. Z czasem dookoła grodu na Wzgórzu Fortecznym rozrosło się całkiem bogate miasto.

– Skąd wiadomo, że bogate?

– Na przykład z tego, że miało mury obronne. Mury to duży wydatek, ktoś musi za nie zapłacić. Wiemy, że już w połowie XIV wieku miasto miało mury i ceglany, a nie drewniany ratusz. Nawet niektóre główne ulice były brukowane.

– Dlaczego miasto nazywało się Kłodzko, czy to coś znaczy? – zapytała Marysia

– Najprawdopodobniej pochodzi od czeskiego wyrazu „klada”, które oznacza pień albo kłodę. jest nawet legenda, która powinna wam się spodobać. Otóż na zboczu Fortecznej Góry rósł wielki, prastary dąb. Pod drzewem tym zbierała się starszyzna grodu, spotykali zakochani, odprawiano pogańskie obrzędy. Mijały lata i konary zaczęły usychać, aż z drzewa został sam pień. Od tej kłody wzięło nazwę Kłodzko.

Zaparkowali na parkingu koło młyna, koło kanału Młynówka. Jaś zauważył zaraz po drugiej stronie kanału dobrze zachowane resztki murów obronnych.

– Zobaczcie, to te mury miejskie, o których wspominała mama.

– Zgadza się, a ta płynąca tutaj woda to kanał Młynówka, zbudowany przez ludzi w średniowieczu dla celów obronnych. Niestety kanał miał też swoje złe strony, ludzie wpuszczali do niego wszelkie nieczystości i był wylęgarnią chorób takich jak cholera. – pokiwała głową mama

– Chodźcie tutaj jest coś ciekawego! – zawołał do nich tata i pomachał ręką. Stał na mostku, po którym wjeżdżali na parking. Po krótkich oględzinach okazało się, że pod mostkiem znajduje się jaz rozdzielający kanał od Nysy Kłodzkiej.

– Po co to jest? – zapytał Jaś.

– Do regulowania ilości wody w kanale. Jakby spadł jakiś ulewny deszcz, można szybko podnieść zamknięcie i nadmiar wody wyleje się do rzeki. Niestety rzeka, która płynie przez Kłodzko nieraz wylewała i zagrażała poważnie miastu i jego mieszkańcom.

P1110570Cała rodzina powędrowała pod górę ulica Wodną wprost na Rynek miasta. Zachwycił ich wielki ratusz na samym środku placu, otoczony pięknymi kamieniczkami.  Na placu rozstawione były liczne ogródki kawiarniane, mijały ich grupy mieszkańców i turystów.

– Co to takiego? – zapytał Jaś rodziców wskazując na pionowy słup, zaraz na rogu rynku, gdzie weszli.

– Jak myślisz? Nic ci to nie przypomina? – zapytał, trochę zdziwiony tata

– Ja wiem! – zawołałam Marysia – to jest pręgierz. Tutaj przywiązywano osoby, które coś nabroiły. Inni przychodzili, śmiali się z nich, nawet rzucali zgniłymi owocami. To miała być taka kara.

– Słusznie, chodźcie bliżej coś Wam pokażę. – pomachał zapraszająco ręką tata – Zobaczcie tutaj wiszą takie metalowe obręcze, ktoś ma pomysł, po co one były?

– Do tego mocowania skazańca do pręgierza? – zgadywał Jaś

– Dokładnie tak, nazywało się to „kuną”. Kunę na ręku złodzieja czy kłamcy zamykano i musiał tak stać. Nieważne czy mu było wygodnie czy nie. Była to w średniowieczu dość często wykonywana kara. Ten pręgierz tutaj to replika, czyli został wykonany niedawno i stoi tutaj na pamiątkę.

Gdy tylko podeszli bliżej Ratusza, Janek zauważył figurę lwa trzymającego w łapach zegar. Lew w koronie jest elementem herbu miasta Kłodzko. Zwierzę to ma jednak coś niezwykłego – dwa ogony.

– Dlaczego ten lew ma dwa ogony? – zapytała zdziwiona Marysia – lwy nie mają dwóch ogonów.

– Z dwoma ogonami lwa wiąże się historia. Było to w czasach, gdy Kłodzko należało do królestwa Czech. Mieszkańcy chcieli, aby miasto miało herb. Udali się na dwór z prośbą o nadanie miastu herbu – lwa w koronie. Niestety w drodze powrotnej zostali napadnięci i wieziona przez nich rzeźba się stłukła – odłamał jej się ogon. Zasmuceni wrócili do króla, a ten aby ich pocieszyć nadał im herb praskiego lwa z dwoma ogonami. Na szczęście w drodze powrotnej nie mieli już przygód.

Idąc wzdłuż południowej pierzei rynku dzieci znalazły kilka ciekawych kamienic z interesującymi rzeźbami. Znajdźcie:

  • Kamienicę pod Jeleniem
  • Kamienicę pod Czarnym Niedźwiedziem
  • Aptekę pod Murzynem

– Ojej – jęknął z rozczarowaniem Jaś – ale tamte budynki są nowe, co one robią na Rynku?

– Niestety wiele budynków musiano rozebrać, gdyż  okazało się, że się zapadają z powodu labiryntu piwnic jaki się pod nimi znajduje. Dziś większość piwnic została zamurowana dla bezpieczeństwa znajdujących się nad nimi domów. Została zachowana podziemna trasa turystyczna, którą z resztą wkrótce zobaczymy. Na początek jeszcze zajrzymy na ulicę Kościelną i do kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.

P1110577Na rogu ulicy Kościelnej zobaczyli ciekawą kamienicę, która ma duży cylindryczny wykusz. Pod spodem wykusza można zobaczyli liczne aniołki i napis życzący mieszkańcom dobrego życia. Od ulicy Kościelnej znajduje się wejście do kamienicy.

– Zobaczcie jaki ładny portal – powiedziała mama

– A co to jest portal? – zapytał zawsze wszystkiego ciekawy Jaś.

– To taka ozdoba drzwi. W bogatych domach, pałacach, kościołach wejście ozdabiano, aby podkreślić jak ważne jest to miejsce. – odpowiedział tata – tutaj mamy amorki, muszle, a nad samymi drzwiami jest kartusz. Co w nim widzicie?

– Chyba jakieś litery i jakieś znaczki.

– To litery „C” i „H” oraz tzw. gmerk czyli swoisty podpis jaki kiedyś stawiali kamieniarze. Zamiast imienia i nazwiska dawali gmerk. Potem te znaki stały się herbami mieszczan. Zapewne jest to znak rodziny lub człowieka, do którego należała ta kamienica.

Idąc wzdłuż ulicy Kościelnej, przeszli przez Czarną Bramę i weszli na teren byłego cmentarza okalającego kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.  Mama zatrzymała całą rodzinę przed wejściem i powiedziała:

– Pamiętajcie moi kochani, że to jest kościół, zachowujemy się tutaj spokojnie i nie hałasujemy. Mam dla was takie zadanie. Cichutko sobie oglądamy wnętrze, a potem każdy z nas pokaże reszcie co Wam się najbardziej podobało.

P1110588Po kilkunastu minutach oglądania, wszyscy spotkali się przy wejściu do kościoła po raz drugi.

– Kto zaczyna? – zapytała mama

–  Ja! Ja! – przekrzykiwały się dzieci

– Marysia pierwsza – wskazała mama – co Ci się najbardziej spodobało, a może coś ciekawego odkryłaś?

– Chodźcie – dziewczynka poprowadziła rodzinę na środek kościoła – i spójrzcie…do góry. Najbardziej podoba mi się ten sufit. Pełno kwiatków i aniołków – jest super.

– Rzeczywiście cudowne znalezisko. Sufit w kościele nazywamy sklepieniem, a takie sklepienie siatkowe. Kto wie jak się nazywają kształty, które tworzą te sklepienie? – zapytała mama i palcami w powietrzu namalowała kształt.

– To romby – powiedział szybko Jaś.

– A co ty odkryłeś? – zapytała mama

– Ja mam coś równie dobrego – powiedział chłopiec idąc w kierunku ambony. – zobaczcie co ten święty ma na głowie!

– To święty Paweł,  – skomentowała znalezisko mama – rzeczywiście na jego głowie wspiera się ambona. Wykonana jest przez Michała Klahra, tego samego, którego dom i dzieła widzieliśmy w Lądku Zdrój.

– Ja też mam Wam coś do pokazania – powiedział tata i powiódł wszystkich do kaplicy – zobaczcie ta rzeźba przedstawia Judasza i Dwunastu Siepaczy. Kiedyś tutaj było główne wejście do kościoła, którym wchodzili ludzie na mszę i musieli minąć tę rzeźbę.  W dawnych czasach większość ludzi nie umiało czytać dlatego rzeźby przedstawiają historię, aby ich uczyć, a często też straszyć.

Po wizycie w kościele cała rodzina poszła w kierunku wejścia do Podziemnej Trasy Turystycznej przy ulicy Zawiszy.

P1110590– Piwnice pod budynkami to oczywiście nic niezwykłego, jednak te w Kłodzku stały się prawdziwym labiryntem. Wszystko zaczęło się , gdy mieszczanie szukali nowych miejsc do przechowywania swoich towarów, a miejsca w mieście już brakowało. Zaczęli drążyć wiele pięter piwnic, niektóre sięgały aż 30 metrów w dół! Trzymali tutaj beczki z jedzeniem. Wiadomo w piwnicy jest chłodniej niż na zewnątrz, rzeczy się tak szybko nie psują, a musicie pamiętać, że nie było wtedy lodówek.  Jednak, gdy wybuchła wojna między Austriakami a Prusakami i Kłodzko przechodziło z rąk do rąk, mieszczanie postanowili się schować w swoich piwnicach. Połączyli je z piwnicami sąsiadów i powstało prawdziwe podziemne miasto. Do podziemnej studni chodzili się po wodę, kobiety spotykały się tutaj aby prać, hodowali zwierzęta, piekli chleb, spotykali w karczmach aby pić piwo. Dzieci bawiły się i biegały po labiryncie. Normalne życie, tylko, że bez światła słonecznego. – opowiadała mama – chodźcie zobaczymy to na własne oczy.

Cała rodzina wędrowała długimi, oświetlonymi korytarzami. Z głośników dobiegały ich dźwięki ludzi i zwierząt oraz muzyka. Co chwila wpadali na zamurowane boczne wyjście. Czasami wchodzili w korytarz, który wydawał się ślepy, gdzieś na końcu pojawiał się otwór prowadzący do kolejnej piwnicy. Wędrowali tunelami schodząc pod górę i w dół od czasu do czasu wchodząc na kolejne wystawy pokazujące życie w dawnym Kłodzku. Było pomieszczenie zaaranżowane na pokój kupca, karczmę, piekarnię i  dom kata. Po podłodze biegały wirtualne szczury. Dzieci z zainteresowaniem obejrzały legendę o chciwym piekarzu Erneście.

Wyszli przy Bramie Twierdzy Kłodzkiej, po drugiej stronie Rynku.

– Ojej przeszliśmy pod Rynkiem – zawołała Marysia kiedy przystanęli przy murze prowadzącym na twierdzę i spojrzeli na miasto.

P1110604– To nie koniec atrakcji! – zapowiedział tato – przed nami Twierdza Kłodzka. Na tym wzgórzu był kiedyś gród i zamek, ale potem przebudowano wszystko i powstała wielka twierdza, zdolna obronić się przed każdym wrogiem. No prawie każdym, bo jednak była zdobyta szturmem przez Austriaków w czasie III Wojny Śląskiej.

– Co to znaczy szturmem? – zapytały dzieci

– To taki intensywny atak. – odpowiedział tato

Gdy tylko kupili bilety całą rodziną udali się na dziedziniec, gdzie czekali na przewodnika. Czas dzieci umiliły sobie wspinaczką na stary wóz strażacki, a rodzice kawą z ciastkiem z lokalnego baru.   Okazało się, że przewodnik jest ubrany w mundur jednego z regimentów. Tubalnym głosem opowiadał całej grupie historię Twierdzy oprowadzając po kolejnych pomieszczeniach.  Dowiedzieli się jak Twierdza była przygotowana do obrony, jak wyglądało życie żołnierza w pruskiej armii i dlaczego nikt nie chciał trafić pod rękę tutejszego chirurga. Na koronie podziwiali wspaniały widok na Kotlinę Kłodzką i okalające ją góry.  Z zaskoczeniem odkryli, że stoi tutaj czołg, taki sam w jakim jeździli bohaterzy wojennego filmu „Czterej Pancerni i Pies”. Zwiedzili również podziemne labirynty – chodniki minerskie,

– Po ca są te chodniki? – zapytał tatę Jaś, zanim jeszcze podążyli za przewodnikiem wgłąb wąskiego tunelu.

– Gdyby obce wojska oblegały Twierdzę  zbudowałyby własne stanowiska dla dział. Pod takie działo można się podkopać i je zwyczajnie wysadzić.  Kopanie takiego tunelu długo trwa, wiec już mieli zbudowany ciąg chodników, po to aby w razie ataku móc je tylko przedłużać.

– Sprytnie – pokiwał głową z uznaniem chłopiec.

Gdy już opuścili Twierdzę przeszli przez Rynek nad znany im już kanał Młynówka. Przeszli przez XIII wieczny most Wita Stwosza i zatrzymali się na dłużej na placu zabaw przy kanale.

– Zobaczcie można popłynąć gondolą po Młynówce! – Marysia wskazała na grupę małych łódeczek stojących na kanale.

– Rzeczywiście – powiedziała mama – chyba będziemy musieli tutaj znów przyjechać. Jeden dzień na atrakcje Kłodzka to za mało.

———————————————————————————————————————————————-

Informacje praktyczne:

Twierdza Kłodzko >>>

Podziemna Trasa Turystyczna cennik>>>

Muzeum Ziemi Kłodzkiej

ul. Łukasiewicza 4, Kłodzko

www.muzeum.klodzko.pl

Informacja Turystyczna w Kłodzku
pl. Bolesława Chrobrego 1

Znajdziecie tutaj darmową mapkę Kłodzka z opisanymi miejskimi trasami turystycznymi. Można również pożyczyć audioprzewodnik po uprzednim okazaniu dowodu tożsamości i wpłaceniu kaucji zwrotnej w kwocie 50 zł.

Oficjalna strona miasta Kłodzko

Reklamy

One Comment Add yours

  1. Ciekawa historyjka 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s